Ten gulasz to festiwal ambiwalencji… Bo nie tylko podważy zażyłość przyjaźni między Tobą a Twoimi bliskimi. Innych wprawi w zachwyt.
Sprawi też, że postronne osoby poczują się niekomfortowo-przyjemnie wkładając te placki do ust ponad miarę i nie będą wiedziały dlaczego
I wybacz Wojtek, ale muszę - gdy serwowałem go (gulasz) pierwszy raz, oddając osąd wybrednym ale dojrzałym podniebieniom moich kochanych wrocławian, usłyszałem na koniec komentarz,
że "sadzam przyjaciela na krzywe sanki", bo jego filigranowa żona zeżarła więcej gulaszu niż w jego oczach było przyzwoite i stosowne - nie mówiąc już o tym, że niebezpiecznie podniosłem poprzeczkę. (tak, to bezwstydne chwalenie się)
Kto był na Orkonie 2021 w obozie Dżemówki, ten miał okazję skosztować
- to ten sam gulasz.
Let's go!
Potrzebujesz Wołowiny - to esencja. To może być chude i twarde mięso, wyperswadujemy mu delikatność bez odwrotu. Do gara idzie olej. Jak będzie gorący, wrzucasz posiekane w kostkę mięso.
Smażysz aż stanie się rumiane, nie szare i nudne.
Ale z delikatnie radosną skórką na rantach. I wtedy zalewasz całość tej wołowiny czerwonym wytrawnym winem - ja biorę jakieś tanie (25zł) Bordeaux z marketu.
Tak, stary alkoholiku, dobrze słyszałeś... Całe idzie do kociołka, ani łyczka do gardziołka!
Na dwóch osobnych patelniach (albo jednej jak masz życie do zmarnowania) smażysz pieczarki i posiekaną cebulę.
I jeśli byłeś wykorzystywany w przemocowej emocjonalnie relacji to kilogram cebuli pozwoli Ci na chwilę refleksji i nikt nie weźmie na poważnie
Twoich łez i będziesz mógł dalej udawać sigma male. Albo daj tą cebulę komuś z gości,
którzy czekają na obiad - niech ich kontrybucja będzie okraszona Twoim hipotetycznym cierpieniem. Teraz będziecie kulinarną rodziną zastępczą.
Interesuje nas masło - zarówno pieczarka jak i cebula będą smaczniejsze na nim. Cebulę na małym ogniu grzejesz przez godzinę. Tak!
To najtrudniejsza część, bo wyzywa Twoją cierpliwość - po co ta cała cebula? Czemu jej aż tyle? I co to za durny proces żeby godzinę męczyć cebulę na patelni? Otóż.
Otóż.
Nuta słodyczy w tym gulaszu pochodzi z karmelu. Karmel to nic innego jak polimer, który się tworzy gdy rozbijasz fruktozę zawartą w warzywach i owocach - cebula ma jej widocznie sporo.
Jeśli skrócisz ten proces i cebula będzie uprażona to źle. Wprowadzasz gorycz i smak zwykłej cebuli. Jak pozwolisz cebuli się dusić na maśle w temp do 180oC na wolnym ogniu często mieszając,
to cukier z tej cebuli będzie miał czas się spolimeryzować do karmelu.
Cebula będzie bardzo miękka, delikatna, straci ostry smak i będzie przyjemnie słodka - niemal jak dżemik.
Pieczarki to ozdoba, coś tam zmieniają - dodaj albo nie.
Jak pieczarki i cebula będą gotowe dodaj je do "zupy z wina i mięsa", dolej trochę wody - niech to się gotuje pod przykryciem.
A na wierzch, delikatnie połóż czerwoną paprykę w ćwiartkach - skórkami do dołu. Niech takie łódeczki się powoli zatapiają i duszą.
Jeśli jesteś Księżniczką Jęczybułą (albo Księciem Męczypierogiem) i papryka Ci źle smakuje - to nie dawaj.
Twoje życie będzie uboższe, gulasz też. Ale wciąż będzie "prawidłowy", nie musisz papryki niczym innym zastępować.
Ale ona dodaje przyjemnego twista w smaku, odrobinę uczciwej kwasowości.
I tu też możemy się popisać zręcznością. Paprykę możesz po 20-30mintach wyciągnąć i ostudzić... i jeśli trafiłaś w sweet-spot to skórkę z nich będzie się dało gładko i swobodnie zdjąć - filetując tą paprykę jak łososia.
Ja nie lubię tych skórek, są ordynarne, zostają w zębach i lepią się do gardła. Dzieci płaczą... no tragedia.
Oskórowaną paprykę możesz posiekać i oddać gulaszowi. Duś do skutku... aż mięso będzie kruche i delikatne - wyczuj ten moment na 30min przed -
i zdejmij pokrywkę by zredukować gulasz.
Jeśli nie oszukiwałeś z cebulą, to peptydy zawarte w cebuli stworzą mulistą sieć, która zagęści gulasz - nie musisz wtedy dodawać mąki.
Jak zredukujesz całość, dodaj sól - ale po trochu. Sprawdź czy Ci smakuje. Jeśli doznajesz szczęścia... przechodzimy do placków.
Jak byłem mały, nie lubiłem placków ziemniaczanych - bolał mnie po nich brzuch. I dziś zrobimy je tak, żeby to odczarować.
Ziemniaki obierasz i ucierasz na tarce, ale na wiórki! Na te duże wiórki, i na te drobne... pół na pół - nie, nie trzemy na papkę, to nie jest konieczne.
Zobaczysz, będzie fajnie - będzie co chrupać. Dodaj do ziemniaków ze dwa jajka i dwie łyżki mąki ziemniaczanej. Trochę soli. Zrób to na oko. Tak, dziś możemy na oko.
Smażysz placki na oleju - obficie z nim! Nakładaj łyżką na patelnie i formuj cienkie placki. A gdy zaczną się robić rumiane i zobaczysz, że wiórki dookoła mają frytkowo-brązowy kolorek, to tak jest super.
Wyłóż te placki na ręczniki papierowe - niech to będzie gruby dywan papieru 6-8 warstw... cały ten olej ma wsiąknąć w papier - to dlatego bolał Cię brzuszek jak byłaś mała. Już tak nie będzie, obiecuję :*
Gulasz z plackami podawaj z łyżką zimnej, gęstej śmietany 18%, garścią zielonej pietruszki, szczerym uśmiechem i z ufnością do swoich gości.
Specjalna dedykacja dla Pani która nie naprawiła swojej relacji z papryką (Natt). Dla Ciebie Placki z Cukrem i śmietaną.