Zacznij od kupienia steka, najlepiej polędwicy wołowej. Zrób sobie z tego hobby, idziesz do sklepu paczysz na mJeNso... jak steki są ładne, grube, świeże, i mają strukturkę tłuszczyku równo rozłożoną miedzy włóknami to kupujesz.
Jak są bylejakie, krzywe, cienkie, suche(bez równomiernego otłuszczenia) to obracasz się na pięcie i zamiast steka robisz dziś naleśniki. Kompromisy są dla mało wytrwałych. Steka robisz jak mięso jest odpowiednie.
Stek ma być w "suchej zalewie" przez dobę. Solisz go obficie z każdej strony (bo bokach też - taki dobry kawałek powinien być wysoki 3-4cm wiec wal tą sól też po ściankach. Tak samo z pieprzem i suszonym czosnkiem.
Połóż sobie steka na kratce, czymś żeby oddychał też od spodu. Ja stawiam na dwóch nożach bo to proste i nie muszę wydawać dolarów na fancy szajs. Stek leży w lodówce do jutra. Więc dziś i tak zjesz te naleśniki. Cała sól w niego wejdzie po pełnej grubości przez noc.
Nie, nie słuchaj bredni, że od soli będzie twardy - kurczak też Ci twardnieje jak go solisz przed smażeniem? Dupa Ci twardnieje a nie stek! To jest mit który wynika z braku kultury jedzenia wołowiny w polandi - a w sklepach jest mięso niskiej jakości.
Mięso gulaszowe jest twarde bo to udziec. Steki robi się z delikatnego mięsa jak polędwica, mostek, żeberko. Jak wołowina jest twarda to nie od soli tylko dlatego, że jest falicznej jakości. Wydaj kasę - kup dobre mięso.
(a polędwica cygańska to nie jest polędwica - just saying)
Polędwica, rostbeff, mostek, tbone - takie wybieraj.
Na zielsko jest mnóstwo pierwotnych keto-opcji. Np Brokuł, połamany w małe kawałki, albo jadalne fraktale w postaci zielonego kalafiora.
Super są te warzywa bo wrzucasz je na masło klarowane i podsmażasz kilkanaście minut - obrzuć lekko solą. Będą smaczne. Masło klarowane to kulinarny cheat code. Cudownie zmienia smaki mięsa i warzyw.
Kalafior wciąż będzie chrupiący a mimo to gorący i z nowymi smakami na skórce.
Steka sobie usmażymy na patelni. Ja preferuję balkon bo patelnię będziemy grzać tak bardzo aż usłyszysz syreny straży pożarnej. Oliwa z oliwek ma dużą odporność na temperatury wiec ją wlewam po rozgrzaniu patelni jak widzę, że suka się już dymi ze złości to wtedy kładę stek.
O panie, rzeczy się wtedy dzieją. To pryska tak, że dzieci w żłobku za balkonem zaczną płakać. Wiec jeśli robisz to w swojej kuchni to schowaj twarz do szafki albo chociaż osłaniaj się pokrywką od rosołu.
W połowie smażenia możesz dodać odrobinę masełka do poprawy smaku. Pieczarki też świetnie znoszą tą temperaturę. Wystarczy im te kilka minut i są smaczne z wierzchu i soczyste w środku. (ale soliłeś je? prawda?)
Możesz je wrzucić od razu ze stekiem - ten sam czas mordowania ich na tłuszczu.
Thats it!
Właśnie na tym polega to żarcie, że ma się bronić jakością i składnikami a nie pierdzeniem w deskę kuchenną i szukaniem wymówek, że nie mam czasu na keto.
Bonus tip:
Dzierżyj, kilka ząbków czosnku, zapowiedz im niepodległość ale tak po amerykańsku (ma być miazga)
Dodaj posiekaną zieloną pietruszkę i odrobinę soli.
I wygnieć to najodważniejszą łyżką jaką masz w zwykłym masełku... (najlepiej w temperaturze pokojowej)
Wrzuć to do worka foliowego, uformuj serdelki/kosteczki i wrzuć do zamrażalnika na trochę.
Po rozpakowaniu możesz to kroić w kostki i kłaść na gorącego steka - profit!