Adam Chodaczek - hołmpejdż
28.03.2024

Zupa Tajska co ścina krew i terroryzuje dzieci



To nie będzie tania zupa - ale i tak marnujesz czas na internetach zamiast zarabiać więc zapal fajkę bagiennego ziela, umość frędzle na swoim fotelu, siądź i posłuchaj.

A te zdjęcia to dla sportu wrzucam... wiesz? Tych składników używam i takie mi smakują


Kupimy sobie kilka egzotycznych składników które zrobią nam plot twist od codziennej pomidorówy i schabowych. Mleko kokosowe - nie mylić z napojem kokosowym. Tylko takie porządne naturalne mleko, wydojone z dorosłego kokosa. Pasty Curry - to takie mieszanki ziół, przypraw które Tajskie babcie wcierają sobie w powieki przed snem (nie, nie robią tak, wygłupiam się)

Ja jestem wiejskim zwierzęciem - wiec moje łowy zaczynam na Allegro a kończę w paczkomacie - Gastronomiczne granice nie są mi straszne, sosy rybne, mleczka, pasty curry....

....a jest ich kilka smaków
Żółta Pasta Curry - Najmniej ostra, ale nadal nie dał bym jej dziecku (no chyba, że sąsiada)

Czerwona Pasta Curry - Nadaje super kolorek, jest średnio ostra (czyli na twoje polskie podniebienie pewnie i tak będziesz żałować, że niema kefirka do popicia)

Zielona Pasta Curry - Leczy raka, ale zabija pacjenta - najostrzejsza



Zaczynamy - pracujesz na jednym dużym garnku i patelni(lub dwóch)

Cycek z kury posiekaj w kostkę - jeśli lubisz bogactwo smaku i delikatność kup sobie udka i podudzia filetowane - są tłuściejsze ale to też dobrze - Są ciekawsze niż suchy cycek. Zalej je kilkoma łyżkami sosu sojowego - poczekaj 1 papieros aż trochę nasiąkną. (sosem sojowym nie fajką - i żuć ten nałóg, to było modne jak miałeś 16 lat) Później posyp tą kurę mąką ziemniaczaną jedna, może półtorej łyżki. Wymieszaj - aż zrobią się prawie suche albo kleiste.

Smażysz kurę na patelni, na oliwie, na średnim ogniu - bo mąka się przypala.

Łosoś jest obowiązkowy, niemożna przecenić ile powabu odda w organoleptycznych doznaniach na twoim języku - przyda się to doświadczenie jako wytchnienie od ostrości.

"Sosłoś" bez skóry (zedrzyj ją) Wyskub ości jeśli miał - ja używam pencety do depilacji - nadaje się idealnie. No ale nie tej samej co do brwi, trochę kultury! Mam dedykowaną do łososia :D

Rybę pokrój też w kostki ale duuuże - on podczas gotowania walczy o spójność geometryczną i trochę jednak polegnie.

Nie musisz solić ryby ani zalewać sosem sojowym - wrzuć od razu na drugą patelnie niech się lekko przysmaży.

Do garnka na olej idzie ślicznie pokrojony czosnek w plasterkach na zimny olej! Grzej powolutku, nie robimy frytek z tego czosnku - oliwa ma powoli wyciągnąć smak z czosnku - duża temperatura zniszczy smaki i ostrość wiec jak tylko zobaczysz, że zaczyna skwierczeć to jest już za daleko....

Chwile potem idzie łyżka pasty curry. Ja daje 1 łyżkę zielonej i 1,5 łyżki czerwonej. Bo jestem odważnym mężczyzną - nie boje się łez, ani bólu.

Wysmyraj tą pastą czosneczki do cna.... niech się grzeje na oliwie chwilkę. Tajska pani mówi, że to tak trzeba na samym oleju. Ale pewnie do gotowej zupy też można dać pastę jako ostatni składnik. Dla mnie to bez sensu. Ale Czy nie robimy rzeczy bez sensu bo mamy tak w kulturze? Niektórzy piją krew Chrystusa... dla mnie też bez sensu, wolałbym transfuzję.

Anyway....

Jak Ci się ta pasta podgrzeje zalej ją odrobiną wody i mlekiem kokosowym, wyskrob cały ten tłuściutki kokosowy smalczyk z pojemnika.

Od razu możesz tam wrzucić usmażonego kurczaka i łosia. Jeśli chcesz wersje full fancy - do garnka wlecą też krewetki w twoim ulubionym rozmiarze - Ja nie przepadam - bo z mrożonych się pancerza nie zdejmie - a ja nie lubię jak zupa pogrywa ze mną w gierki i karze się kąpać paluchami przy gościach i wyrywać ogonki.

Dlatego maruda (ja) podsmaża sobie pieczarki i wrzuca do zupy zamiast krewetek.

Składniki powinny być przykryte wodą i mlekiem - najwyżej dolej troszkę wody.

Zacznij gotować. Dodaj 1-2 łyżki sosu rybnego - Skosztuj sobie ten wywar czy ta ilość sosu Ci odpowiada, bo to inny zestaw smaków niż te co miałaś na stołówce w przedszkolu, może być szok.
Posiekaj sobie czerwoną i żółtą paprykę
w kosteczki albo krótkie paski.
A ostrą papryczkę chili w małe krążki.


Szczypiorek i pietruszka są opcjonalne ale bardzo je polecam.

I te kolorowe farfocle wrzuć do zupy jak już bulgocze - tak na kilka minut przed podaniem - Tak by papryka wciąż była cała i nie rozpuściła się zostawiając same skórki. Jak ryba i kurczak się wysmażyły na patelni to w zasadzie całość jest gotowa w tej zupie - nie musisz tego dusić. Wiec podaj i patrz jak goście się duszą i krztuszą :D

W wersji humanitarnej stawiam też szklankę mleka do popicia ;)